Miłość. Dla niektórych sens życia, dla innych zbędna komplikacja. Nie mam tutaj na myśli miłości jedynie damsko-męskiej. Jest ona wszędzie, mamy ją w sobie od urodzenia. Czy można się jej wyzbyć? Wiele osób próbuje.
Tylko czy jest w tym jakiś sens? Przecież nie oszukamy samych siebie. Nie wierzę ludziom rzucającym hasła typu `love sucks`. Gówno prawda. Jestem w stanie zrozumieć, że pod wpływem złych doświadczeń na tle uczuciowym występuje pewne zgorzknienie albo niechęć do płci przeciwnej czy do tematu miłości jako takiej. Tylko czy warto każdego dnia zakładać tę maskę pt. `nic nie czuję i w dupie mam miłość`? Kopiemy dołki sami pod sobą. I tak do tego wrócimy. Bo czy człowiek nie został stworzony, po to, żeby kochać?
KAŻDY tego pragnie, choćby nie wiem jak próbował schamieć, nie wyrzuci tego z siebie.
Nie warto zamykać się na miłość.
A jeśli nie zdążymy? Boję się tego. Nie jest powiedziane, że los da mi szansę obudzić się jutro w pełni sił. Kochajmy, bo choć czasem to boli jak cholera, miłość jest jedną z niewielu rzeczy, o które warto walczyć.